Postanowienie na nowy rok: przestać się czarować, że to wyjdzie

P

Że cokolwiek się zmieni, bo sobie postanowię, że akurat od nowego się zmieni. Trzeba przestać się czarować, że to działa. Bo ile razy można sprzedać sobie tę samą ściemę? Raz, dwa razy, pięć, dziesięć?

Chodzi o to, że zmiana zachowań najczęściej jest trudna. Że trzeba rzecz potraktować w pewnym sensie projektowo i zobaczmy to na uproszczonym przykładzie.

Najpopularniejsza kwestia, jaką jest chodzenie na siłownię trzy razy w tygodniu, wymaga przeprojektowania sporego kawałka życia.

W grę wchodzi inne odżywianie, poprzesuwanie rzeczy, które dotychczas robiło się w tym czasie, co niby od teraz ma być przeznaczony na przerzucanie żelastwa, dochodzi wydawanie kasy na karnet, radzenie sobie z bólem, poświęcenie pewnych przyjemności, opracowanie jakiegoś planu ćwiczeń, zdobycie wiedzy, żeby to wszystko w ogóle miało ręce i nogi (pamiętaj synu by dnia nóg nie opuszczać), no i potem ludzie się dziwą, że poszli łącznie pięć razy i cała sprawę szlag trafił, a oni są tak samo grubi jak byli, tyle że teraz jeszcze bardziej gardzą sobą.

Rzecz w tym, że postanowienia w większości przypadków są frajerskie, bo bazują na frajerskiej zasadzie: jakoś to będzie. I potem z reguły jakoś to nie jest.

Dobrze, jeśli ktoś myśli o zmianie. Ale to wtedy, moim zdaniem, warto sobie kupić może jakąś książkę, z którą będzie łatwiej, o budowaniu nawyków na przykład i podejść do sprawy spokojniej, że nie rzucam się na główkę jak wariat, tylko najpierw dowiem się, na czym w ogóle polega zmiana, może jakieś podstawy psychologii zachowań albo materiały o tym, jak radzić sobie z emocjami, które tę zmianę najczęściej sabotują, no bo gdzieś tam w środku siebie każdy wie, że niepowodzenia częściej niż rzadziej mają swoje źródło w kiepskiej kontroli nad emocjami, wiążą się z nieumiejętnością utrzymania motywacji albo poradzenia sobie z tymi wszystkimi demonami, które przychodzą dokładnie wtedy, gdy motywacji akurat nie ma, a na siłkę iść trzeba, bo dziś jest ten dzień.

To wszystko jest skomplikowane, wymówki i cały ten sabotaż. Chcemy wierzyć, że nie jest, ale jest, bo w przeciwnym razie przecież nie byłoby tak, że ile to tam, chyba 90 procent ludzi (badali to) odpada z wyścigu po „nową/nowego ja” już gdzieś w lutym, no i przecież mało komu udaje się na dobre rzucić szlugi, coraz więcej osób jest grubych i dla większości z nas próba utrzymania jakiegoś nowego nawyku po kilku tygodniach najczęściej okazuje się już tylko wstydliwym wspomnieniem.

Nie czarujmy się. „To” najprawdopodobniej się nie uda. Ale zawsze można postawić na edukację i od tego zacząć próby lepszego ogarniania wszelkich zmian. Nie tylko tych noworocznych, wprowadzanych pod wpływem jakiegoś kolektywnego szaleństwa, które powtarza się co rok i jak co rok donikąd nie prowadzi, tylko zmian w ogóle: tych, których pragniemy sami, no i tych, które życie samo przynosi i co pewną chwilę na nas wymusza.

Podziel się wpisem
  •  
  •  
  •  
  •  

Autor

Miazga

Dzielę się wnioskami, jakie płyną z kilkunastu lat świadomej pracy nad upierdliwym i na wskroś neurotycznym materiałem, który nazywamy sobą. Sprawdzam, co działa, a co nie działa w tym tak zwanym rozwoju osobistym. Rozważam o motywacji, emocjach i związkach, łącząc duchową perspektywę Wschodu z naukami Zachodu.

0 0 Oddaj głos
Ocena artykułu
Powiadomienia
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Polub stronę na Facebooku

Archiwum

0
Podziel się komentarzem. Dzięki!x
()
x