Jak (nie) walczyć z niską samooceną

J

Ktoś zapytał w internecie: „Czy znacie jakieś dobre metody walki z niską samooceną?”. W tym niepozornym pytaniu ukryty jest patent na porażkę, bo z samooceną jest trochę tak, jak w tym żarcie o wódce: ty ją w mordę, a ona cię na ziemię.

Chodzi o to, że z pewnymi rzeczami niedobrze się walczy, bo one w miarę walki wcale się nie osłabiają, a nawet mogą się umacniać.

Im bardziej walczysz ze smutkiem, gniewem czy lękiem, tym robi się gorzej, bo teraz nie tylko masz smutek, gniew czy lęk – teraz dodatkowo masz problem z powodu tego, że masz smutek, gniew czy lęk.

Uwaga, podchwytliwe pytanie.

Kto ma ogólnie wyższą samoocenę: ten, kto ma niską samoocenę, czy ten, kto ma niską samoocenę i do tego z nią walczy?

Samoocena nie istnieje jako jakaś rzecz. Nie przyszła z zewnątrz i nie przyczepiła się jak wirus czy jakaś ameba. Za każdym razem ja ją robię w sobie i ty ją robisz w sobie.

Dlatego tak naprawdę nigdy nie walczymy z niską samooceną. Walczymy ze sobą, który ma niską samoocenę. To zasadnicza różnica.

Walka z samym sobą na pewno nie pomaga czuć się lepiej z samym sobą.

Walka z samym sobą jest umacnianiem w sobie poczucia odrzucenia.

To jedno z dużych, typowo ludzkich źródeł bólu: odrzucenie. Robimy to samym sobie i próbujemy robić to innym, co skłania tych innych do robienia tego samym sobie i do prób robienia tego kolejnym osobom.

Czy to nie szaleństwo? A mówią, że to koronawirus jest problemem. (Taki żart. Uważajcie na siebie.)

Usiłując „zwalczyć” odrzucenie, odpowiadamy ogniem na ogień. Taka strategia jeszcze nigdy nikomu nie pomogła niczego ugasić.

Dlatego proponuję zadać inne pytanie.

Czy są jakieś dobre metody, które pomogą mi bardziej pokochać siebie, tego siebie z niską samooceną?

Ktoś może sobie pomyśleć, że to kolejna klisza z kolorowych magazynów: pokochać siebie. Tak jakby to miało cokolwiek załatwić.

Tymczasem właśnie – „stety” albo niestety, bo dla niektórych będzie to trudne – trochę współczucia dla siebie potrafi załatwić całkiem sporo.

Buddyści nazywają to miłującą dobrocią. Psycholog mógłby użyć terminu samowybaczanie. Są na ten temat badania. Trzeba spróbować, aby się przekonać, że to podejście ma wartość.

Miłość akceptuje i przyjmuje, a zatem jest przeciwieństwem odrzucenia. To coś, czego podwójnie potrzebuje ten, kto cierpi z powodu niskiej samooceny.

Co zabawne, czasem aby poczuć miłość, nie trzeba robić nic.

Trzeba tylko przestać walczyć.

Podziel się wpisem
  • 44
  •  
  •  
  •  

Autor

Miazga

Dzielę się wnioskami, jakie płyną z kilkunastu lat świadomej pracy nad upierdliwym i na wskroś neurotycznym materiałem, który nazywamy sobą. Sprawdzam, co działa, a co nie działa w tym tak zwanym rozwoju osobistym. Rozważam o motywacji, emocjach i związkach, łącząc duchową perspektywę Wschodu z naukami Zachodu.

0 0 Oddaj głos
Ocena artykułu
Powiadomienia
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Polub stronę na Facebooku

Archiwum

0
Podziel się komentarzem. Dzięki!x
()
x